Gram Zdrowia

Sami hodujemy raka

Drukuj
Spis treści
Sami hodujemy raka
RAK PŁUC
RAK ŻOŁĄDKA
RAK MACICY
Współczesna medycyna
Teoria trawienia membranoweg
Wszystkie strony

Przyprowadzono do mnie kiedyś chłopca, miał dwanaście lat. Przez ostatnie dwa lata miał silne napadowe ataki astmy. Twarz jego była opuchnięta, koloru bladożółtego, stwierdziłem skrzywienie kręgosłupa, był otyły (skutek kuracji hormonalnej), miał zwolnienie z najprostszych nawet ćwiczeń fizycznych. Gra w piłkę, jazda na rowerze, pływanie - wszystko to pozostawało w sferze marzeń. Siedział przede mną nieszczęśliwy, pozbawiony dzieciństwa dwunastoletni inwalida. Najgorsze było to, że jego przyszłe życie rysowało się jeszcze straszniej (astma oskrzelowa to przewlekła choroba bardzo trudna do wyleczenia). Na moje pytanie "Co lubi jeść?" mama odpowiedziała, że mięso, zupy, produkty mleczne i słodycze, ciastka.

 

Nigdy nie mogę zrozumieć rodziców, którzy ze ślepej miłości starają się kupować swoim dzieciom lody lub smaczne cukierki, słodki napój gazowany lub watę cukrową, nie rozumiejąc, że wszystkie te produkty zmienią się w organizmie dziecka w trucizny, które nosić w sobie będzie do końca życia. Dlatego też często, gdy rodzice mówią o chorobach dziedzicznych, mam ochotę zaprzeczyć. Nie choroby są przekazywane dziedzicznie, dziedziczony jest nieprawidłowy tryb życia, który w rezultacie jest przyczyną wielu chorób.

"Czy się hartuje, uprawia rano gimnastykę?" - Nie. Niestety większość dzieci w chwili obecnej nie wie, co znaczy hartowanie ciała, poranna gimnastyka. Telewizor, komputer zastąpiły gry i aktywność fizyczną, dlatego też większość dzieci cierpi na nadwagę, wady wzroku, i ma bardzo niską odporność organizmu na wszelkie infekcje. "Jak lubi spać?" - Miękkie łóżko, wysoka poduszka, ciepła kołdra, pierzyna. "Czy często chorował na grypę, anginę?" - Tak. "A jak się chłopiec wypróżnia?". Matka wzruszyła ramionami - "Naprawdę nie wiem". Zapytałem chłopca: "Czy masz kłopoty, gdy robisz kupkę?". Na jego policzkach pojawił się rumieniec. Odpowiedział: "Robię, ale z trudem. Mam zatwardzenie, a kał ma postać kozich bobków". "A jak często boli cię głowa?". Odpowiedział, że raz na tydzień na pewno. "I co wtedy robisz?". - "Nic, leżę lub mama daje mi tabletkę". Przede mną siedziało dziecko, które dopiero zaczynało żyć. Ale już teraz można było powiedzieć, że przy takim trybie życia było ono potencjalnym kandydatem do zachorowania na raka.

Zgodnie ze statystyką w krajach Europy zachodniej co czwarte dziecko ma zaburzenia układu oddechowego, co dziesiąte - układu pokarmowego, co piąte - zaburzenia organów wzroku i słuchu, a co trzecie - zakłócenia pracy układu nerwowego. Prawie 80% dzieci cierpi na zaparcia i bóle głowy. Znalezienie zdrowego dziecka jest praktycznie niemożliwe. A czego można oczekiwać od takich dzieci, gdy dorosną?

Przyroda lubi tych, którzy żyją według jej praw. W chwili narodzin człowiek jest oblewany wodą, następnie robi wdech, wciąga powietrze. Dosięga go pierwszy promień słońca, a wspiera go ziemia. Umierając, człowiek żegna się ze światłem słonecznym, przestaje oddychać, schodzi pod ziemię. Dlatego zawsze pomiędzy narodzinami a śmiercią leży życie, które w pełni zależne jest od słońca, powietrza, wody i ziemi. Słońce daje nam energię życiową, powietrze zapewnia nam naszemu organizmowi tlen, woda wypełnia komórki naszego ciała, a ziemia nas karmi. Takie są prawa przyrody. Są one niezmienne i wieczne.

Człowiek nie zechciał żyć według praw przyrody, zaczął tworzyć swoje sztuczne warunki, zaczął bać się słońca, zatruł powietrze i wodę, przestał korzystać z dobrodziejstw ziemi, zastępując je smakołykami w ładnych opakowaniach. I co otrzymał w zamian? Cierpienia i choroby. Człowiek przyzwyczaił się do tego, że wszystko powinno być słodkie, smaczne, gotowane i ciepłe, dlatego też trwa w "rozcieńczonym" stanie. Wraz z zatrutą krwią po jego ciele rozchodzą się choroby, ubywa zdrowia, słabnie serce, zanika mózg. I żadne tabletki nie pomogą, ponieważ organizm przypomina stojące bagno, które człowieka stopniowo wciąga. Z tej sytuacji są tylko dwa wyjścia - albo żyć, chorując i czekając na śmierć, albo też zmienią swoje życie tak, by być zdrowym. Stara mądrość głosi - "Lekarze leczą, ale ulecza przyroda". A to znaczy, że jeżeli choremu stworzy się warunki zbliżone do naturalnych, to organizm będzie w stanie uporać się z każdą chorobą.

Gdy ostatnio pracowałem z chorymi na raka, to koniecznym elementem terapii uzdrawiajacej był system Nishi. Nie robi on tak oszałamiającego wrażenia jak złożone urządzenia do napromieniowań, naświetlań czy błyszczące niklem sale operacyjne z mądrymi urządzeniami wspomagającymi chirurgów podczas operacji, tym niemniej daje dobre rezultaty. Osądźcie Państwo sami, analizując przypadki wyleczenia raka według systemu Nishi (dane profesora Watanabe).



Sami hodujemy raka
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież


Ostatnio na forum

Brak postów do publikacji.

Komentarze

  • Suplementy cynku, przedawkowanie, prostata 3/4

    Hej, bardzo wolno ładuje się strona na mobilce

    Czytaj więcej...

     
  • Leczenie wodą utlenioną - Terapia nadtlenkiem wodoru

    Tylko woda destylowana bo mineraln zanieczyszczona !!!! tylko pehydrol rozcieńczony 1:10 bo woda z ...

    Czytaj więcej...

Pokrewne

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 426 gości